Była gwiaździsta noc. Biegła brzegiem morza. Chłodny wiatr muskał jej nagie ramiona ostrym podmuchem. Perlisty śmiech rozbijał się o wysoki klif. Była taka szczęśliwa. Zmęczona opadła na rozgrzany popołudniowym słońcem piach. Ręce bez trudu zatopiły się w miliardzie maleńkich ziarenek. Jasne włosy rozsypały się wokół głowy. Średniego wzrostu chłopak położył się obok niej. Na sam jego widok dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze piękniej a oczy nabrały blasku. Wtuliła się w jego ciało. Czego chcieć więcej? Zamknęła zielone oczy. Zasnęła.
Bo tak naprawdę czego chcieć więcej?
Czas teraźniejszy. Natomiast notka może się skojarzyć z czymś napisanym bardzo dawno temu. I ma się kojarzyć choć ta jest kompletnie o czym innym. Styl identyczny. Kto znał tamtą - ten zrozumie.
Natchnięte chęcią usłyszenia morza.
czwartek, 9 kwietnia 2009
niedziela, 5 kwietnia 2009
Fotografia.
Wczoraj przeglądając magazyn fotograficzny, urzekły mnie zdjęcia przepełnione emocjami, fotografie przedstawiające zwykłych ludzi. To niesamowite, że fotografowie (bo nie chodzi mi tylko o fotografików) potrafią znaleźć, w prostej i kompletnie zwyczajnej sytuacji, coś godnego do uwiecznienia. Mnie wydaje się to okropnie trudne. Zrobić zdjęcie czemuś co jest zwyczajne i wprawić tym w osłupienie masę ludzi. Kiedy wracajac po południu autem rozejrzałam się po ulicach zauważyłam że mnóstwo takich zdarzeń po prostu nas otacza. Trzeba tylko patrzeć. Trzeba otworzyc oczy...po czym otworzyć oczy raz jeszcze. Nie patrzeć przez pryzmat nijakości i stereotypów. Być niewzruszonym wobec trendów i narzucanych przez ogól kanonów. Być sobą. Zastanawia mnie co czuje fotograf. Może niesamowitość zatrzymanej przez siebie chwili? Może to, że kiedyś jego zdjęcie zrobi wrażenie na kimś ważnym i wypromuje go na szczyty sławy? Może, że robi coś dobrego i wspaniałego. Mnie chyba nigdy nie będzie dane poczuć tego tak naprawdę. Mimo, że złapię aparat i pstryknę kilka fotek. Nie będzie w tym magii. Do tego potrzeba talentu i zmysłu. Chcę tu kogoś zacytować: "lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku/ tak smaku /
w którym są włókna duszy i chrząstki sumieni". I chociaż strasznie nie lubię Herberta, to raz zgadzam się z nim w zupełności.
w którym są włókna duszy i chrząstki sumieni". I chociaż strasznie nie lubię Herberta, to raz zgadzam się z nim w zupełności.
wtorek, 31 marca 2009
Normalka.
Coraz bardziej widać jak czesto pojawiam się na blogu. Posty są coraz rzadsze co niestety wynika bardziej z mojego lenistwa a nie z braku czasu. Słomiany zapał. Chociaż zauważcie, że nadal tu piszę. Takie wylewanie się na internetowy papier coś mi jednak daje. Może spokój? Może ulgę? A może zrozumienie? W każdym razie dobrze mi gdy smutki i radosci wylewam tu. Papier cierpliwy przyjmie wszystko. On nie oleje, zrozumie nie pogardzi. Ale od papieru lepsi są bliscy. Facet, przyajciele, znajomi - gdyby nie wy byłabym nikim. Bo to Wy, a nie ten blog macie więskze znaczenie dla mnie i to wy jesteście wszystkim. Po raz setny powtórze Wam: Dziękuję. I mogę to mówić ebz końca bo przy mnie trwacie mimo wszystko.
piątek, 20 marca 2009
Miesiąc
W ciagu miesiąca podczas, którego nie pisałam zdarzyło się mnóstwo rzeczy. Poczynając od tych dobrych a kończąc na złych, od tych ze złymi do tych z dobrymi zakończeniami, od ponurych do radosnych. Masa rzeczy się wyjaśniła, masa się nie spełniła (raz to dobrze raz to źle), kilku ludzi pokazało, że są w stanie trwać przy mnie do końca życia i jeszcze jeden dzień dłużej, mile zaskoczyło mnie zachowanie kilku osób choć miałam złe przeczucia. Wysnułam też jedno hasło "Nie mów, że jest Ci źle, póki nie przeżyjesz tragedii". Cholernie trafne.
czwartek, 19 lutego 2009
Dziś
Dzisiejszy dzień przebiegł dość pomyślnie chociaż spodziewałam się czegoś kompletnie odwrotnego, spodziewałam się raczej bólu, płaczu i zgrzytania zębów a nie radosci i ogólnej wesołości. Świat coraz bardziej mnie zaskakuje. No, ale dzień nigdy nie może być aż tak pomyslny żeby coś się w nim nie sknociło. Dzisiaj do mnie doszło, ze pewna osoba, bliska dla mnie kompletnie mnie olewa. Koło swojego tyłka to zadba, ale kiedy ja o coś prosze n-ty raz z rzedu nie dostanę tego. A to nie wymagało wiele wysiłku uwierzcie mi. Tylko odrobiny dobrej chęci ze strony tej osoby. Bardzo mi niemiło z tego powodu. Pewnie usłyszę masę sposobów unikniecia odpowiedzialnosci i wykrętów. Jesli tak zrobi - to bedzie całkowite świństwo z premedytacją.
czwartek, 12 lutego 2009
wtorek, 3 lutego 2009
I believe
Ludzie wierzą. Czasem ślepo, bezinteresownie widzą przed soba cel. I chocby nie wiem jak bardzo byłby nieosiągalny i tak wierzą, że kiedyś go osiągną. Wiara jest osobną sprawą każdego człowieka. Oczywiście wiary w Boga poruszać nie bedę - sama jestem ateistką. Wiara w coś czyni nas mocniejszymi, daje nam andzieję. Czasem złudną, ale czasem trzymającą nas przy życiu. Największą wiara jest wiara w miłość. Bo to ona daje nam siłę i nas uskrzydla. Ślepo wierzymy, że kiedyś zobaczymy migoczące światełko w tunelu zwiastujące wielkie szczęście. I zazwyczaj mamy rację. Otrzymujemy je, życjemy i cieszymi się z bliskimi. Każdemu życzę takiej wiary i szczęścia, bo nie ma ludzi, którym nie należy się to światełko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)