środa, 31 grudnia 2025

Podsumowanie roku 2025

 Muszę przyznać, że lata mijają a moja konsekwencja tutaj trwa w najlepsze. Liczę, że nigdy nie skasują tego konta i będę mogła do tych wpisów wracać.

Anyway, wracając do podsumowania roku 2025 - zawsze staram się być tutaj uczciwa i muszę przyznać, że ten rok mnie rozczarował. Nie żeby był jakiś zły, tragiczny i w ogóle, po prostu czuję się rozczarowana i zmęczona - sobą, światem, życiem. Dużo w tym mojej winy, tak bardzo chcę, żeby inni byli szczęśliwi, że zapominam o sobie, swoim zdrowiu i samopoczuciu. Jedne rzeczy się wydarzyły, inne nie, a powinny. Szkoda.

W tym roku coś we mnie pękło, a może raczej spadły mi klapki z oczu. A może jeszcze inaczej - może w końcu faktycznie dorosłam? Zrozumiałam (chociaż trochę), że czas nie jest z gumy, jest dany raz na zawsze i że nie da się go cofnąć. Przeraża mnie to bardziej niż sądziłam. Nie mogę z tym nic jednak zrobić, mogę tylko zadbać o siebie.

I tu przechodzę do meritum celów na 2026: zadbanie o siebie. O zdrowie, o kondycję fizyczną i psychiczną, o pokonywanie barier, o dbanie o swoje potrzeby. O zawalczenie o siebie. Tego sobie życzę. Mieści się tu bowiem dużo - począwszy od regularnych check up-ów po może zaczęcie nowej ścieżki edukacji? ;)

A w ogóle, w tym roku prześladują mnie 3 piosenki, znajdują mnie przypadkiem i w idealnym momencie: Kaśka Sochacka - Spokojnie, Coma - System, Hey - List. Nikt by mi nie uwierzył kiedy mnie znalazły. Zabawne, ale słuchając piosenki Sochackiej nawet akurat wracałam pociągiem :) Ależ mną pozamiatała wtedy, masakra. W ogóle - wszystkie trzy w tym roku zmiotły mnie z planszy.

Dobra, a co mi się udało?

Na sam koniec roku wywalczyłam zdrowie, popodróżowałam, nie zmieniłam pracy :D (sukces, rzadko spotykany w naturze!), nie zabrali nam mieszkania, kredyt spłaca się elegancko, kocham i jestem kochana, a najbliżsi są zdrowi.

To tyle i aż tyle.

Żegnaj 2025, witaj 2026! Niech ten rok będzie moim rokiem.

Amen.

Szczęśliwego Nowego 2026 Roku!

wtorek, 31 grudnia 2024

Podsumowanie roku 2024

 Wiecie jak szybko dostać zawału? Logować się na bloga raz do roku (w dodatku coraz później xD) i zauważyć, że jak nie pamiętasz hasła to podeślą Ci je na maila...do którego nie masz już dostępu :) Jednak i tę przeszkodę udało się pokonać :) Dostępu do maila jednak już pewnie nie odzyskam. No trudno.

Niemniej, smutno byłoby mi stracić te wszystkie wpisy. Może to głupie, ale fajnie czasem prześledzić to, co się człowiekowi udało. Bo zawsze się coś udaje. W tym roku też udało się dużo ogarnąć, chociaż przyznaję - łatwo nie było, a przez natłok spraw pamiętam głównie pierwszą połowę roku. Potem - to już tylko ciąg miesięcy sklejający się w jedno.

Tamten rok był trudny, może dlatego przy tym, mimo przeszkód, było już łatwiej. Nadal wewnątrz siebie czuję, że 2023 we mnie nadal siedzi. Ja wiem, że na wszystko trzeba czasu a każde doświadczenie ma swoją datę przydatności do spożycia. Ale nadal pamiętam i nadal tęsknię.

Co się stało w tym?

  • 2024 przyniósł chyba jedną z największych zmian w moim życiu, udało nam się z partnerem kupić własne mieszkanie. Gdyby powiedział mi to ktoś kilka lat temu, że się uda szybciej niż myślę, to bym się pośmiała chwilę i machnęła ręką. A jednak. Czeka Nas jeszcze dużo pracy, ale wszystko małymi krokami. Nie od razu Kraków zbudowano. 
  • Nadal też jestem w tej samej pracy, co przy moim standardzie uważam za sukces ;) Ale dobrze się trafiło i żal zmieniać skoro jeszcze tyle możliwości przede mną. 
  • Udało mi się też być konsekwentną w ćwiczeniach, co uważam za sukces. Udało mi się znaleźć to, co najlepiej oczyszcza mi głowę. I sprawia, ze niektórzy ludzie nadal żyją :D
  • Zwiedziłam też kolejne miejsca, w tym Włochy, na których terenie nigdy wcześniej mnie nie było. To był fajny wyjazdowo rok.
  • Poza tym w zasadzie wszyscy zdrowi i bezpieczni, przyjaciele nadal są fantastycznymi ludźmi w moim życiu. Ukochany nadal ten sam :) i nadal ukochany ;) Czego sobie i Nam życzę i na kolejne lata.
Czuję się jednak zmęczona, tak wewnętrznie zmęczona. Chciałabym zasnąć, obudzić się w Nowym Roku i poczuć jak oddzielam 2024 grubą krechą. Oczywiście to jakieś mistyczne podejście, bo 1 stycznia niczego technicznie nie zmienia. Oceniam jednak 2024 na mocne 8,5/10. Wynik powyżej normy :) A to dobra odmiana po 2023.

Jakie obietnice sobie składam na kolejny rok?

  • Obiecuję zaopiekować się sobą - na tą chwilę mogę powiedzieć, że do motywacji doszła też determinacja. Wiele rzeczy zrozumiałam, wiele postaram się zmienić.
  • Zadbać o zdrowie - niezmiennie, w różnych aspektach.
  • Dążyć do pozytywnych zmian - życie bez fajnych zmian jest nudne.
I to chyba na tyle. Dlaczego? Bo tak olbrzymia ilość wyzwań kryje się w tych punktach, że nie wiem czy roku mi starczy. Ale chcę i to jest najważniejsze. Bo moja droga jest moja. 

                             Szczęśliwego Nowego Roku!

sobota, 30 grudnia 2023

Podsumowanie roku 2023

 Taaaaak, zdecydowanie masteruję w pisaniu postów na ostatnią chwilę, mimo że myślę o nim miesiąc przed publikacją. Czemu? Do niedawna jeszcze nie wiedziałam, ale już wiem i nazywa się ADHD, ale po kolei.

Ten rok był trudny. A przynajmniej jego połowa. To taka sinusoida - pierwsze pół solidnie do dupy, drugie pół rewelacyjne. Te pierwsze sześć miesięcy przeciorało mnie brzuchem po betonie, dno i kilometr mułu. Żeby się pozbierać dopiero miesięczne L4 dało radę. Praca, w której dojeżdżali mnie bez względu na to czy zrobiłam coś dobrze, czy źle, śmierć ukochanego zwierzaka - mimo tego wolnego i odpoczynku to nadal we mnie siedzi i bardzo boli. Wychodzi też i załamuje w najmniej oczekiwanych momentach.

Na ziemi neutralnej pojawiła się diagnoza o ADHD. Zaskoczenie? Nie. Od dawna czułam, że niektóre rzeczy we mnie podobają mi się mniej lub bardziej. Ale kto tak nie ma? Cieszę się, że nagle wszystko znalazło swoje miejsce, jakby ułożyły się puzzle. I wszystko ma swoją nazwę. Trochę przeraża mnie tylko, że czasami nie wiem kiedy zaczynam się ja, a kiedy ADHD. Część rzeczy udało się obejść/przepracować samemu. Powoli jednak dojrzewam do myśli, że przy niektórych rzeczach potrzebowałabym pomocy. Nie ma w tym nic złego.

No i ta dobra część - poznałam nowych ludzi, zmieniłam pracę na taką, gdzie czuję się dobrze, pojawiają się coraz bardziej realne plany zakupu mieszkania, w razie problemów ze skupieniem biorę leki, ukochani są zdrowi. Kocham i jestem kochana przez człowieka, z którym chcę spędzić resztę życia i który jest moim światełkiem w najczarniejsze dni. Czego chcieć więcej?

Ale jakieś cele postawić sobie trzeba :)

Czy jak napiszę, że chcę wrócić na trochę do Francji to to się spełni? Bo przekładam to z roku na rok - i tak w 2024 minie 10lat. Spróbować nie zaszkodzi :)

Chciałabym obiecać sobie, że wrócę do nauki języków - nie wiem czy to kwestia tego roku, który mnie mocno przygniótł, ale niewiele zrobiłam w tej kwestii.

Zadbam o swoje zdrowie - cokolwiek teraz to nie znaczy to pewnie okaże się pomocne w '24.

Postaram się pójść krok dalej różnych aspektach - tych prywatnych i tych zawodowych, nie umiem określić gdzie i jak bardzo, ale czuję, ze to będzie dobry rok. Przeczucia, z reguły, mnie nie mylą.

A skoro dotrwaliście aż dotąd - życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku 2024!

 

CZY WIESZ, ŻE... wpisy podsumowujące każdy miniony rok są tutaj od 2008 r.? :)




piątek, 30 grudnia 2022

Podsumowanie roku 2022

Powoli przechodzę na zawodowstwo w pisaniu tych postów, dzień przed Sylwestrem. Rok do napisania, a ja to robię dobę przed imprezą ;) 

Zaczynam rozumieć co to znaczy, że z wiekiem przychodzi doświadczenie. Chyba dokładnie teraz jestem w miejscu, o którym marzyłam kilka lat temu, kiedy przyjechałam do Warszawy. Szukałam miłości, rozwoju, przyjaciół, stabilizacji. Pamiętam jak usłyszałam w filmie tekst: "Wiesz, Sinatra powiedział, że najlepsze dopiero przed nami". Pamiętam też, że bardzo chciałam w to wierzyć, ale z każdym kolejnym miesiącem słabiej mi szło. Teraz wiem, że trzeba było lat, nie miesięcy, by faktycznie "najlepsze" dopiero nadeszło. I za to jestem finalnie wdzięczna. Nie jest idealnie, ale blisko ideału. Miłość jest, zdrowie też ujdzie, przyjaciele są, rozwój, praca i stabilizacja też. 

Chyba muszę przestać narzekać.

  • Cieszę się, że dobre rzeczy nadal trwają. Mój partner jest obok - nieważne czy przeżywam dobre, czy złe chwilę. Powoli planujemy wspólne życie, myślimy o wspólnym mieszkaniu.
  • Wszyscy ukochani są zdrowi, nic złego się nie stało (i oby!) nie stało.
  • Nowa praca przynosi satysfakcję, rozwija, daje lepszy dochód - to zawsze grosz do nowego mieszkania
  • Zdrowie wychodzi na prostą, a przecież MOGŁO być gorzej ;) Ale cieszę się, że się nie poddałam i nie olałam tematu.
  • Cieszę się, że dalej jestem konsekwentna i ciągle w siebie inwestuję, do hiszpańskiego wrócę w nowym roku (ach, te zmiany pracy...) :) 

Czego sobie życzę? Bo czemu nie... :)

Wytrwałości, miłości, wiary w siebie. I dużo, dużo, dużo zdrowia :)

Szczęśliwego Nowego Roku 2023!
...bo mój zamierza taki być :D

czwartek, 30 grudnia 2021

Podsumowanie roku 2021

 Rok 2021 był trudny, momentami nawet za trudny, ale dobry. Mam wrażenie, że cały ten rok to nieustanna walka: o spokój, o umiejętności, o wynagrodzenie, o zdrowie, o wszystko, no. Nieustanna walka o przetrwanie - to dobre słowo na ten rok. Nie ukrywam też, że tę notkę piszę już tydzień - pierwszy raz zajmuje mi tyle, bo... nie wiem co napisać.

Bo o czym mogę mówić? O tym, że było ciężko, ale się udało? No udało się, bo była walka.

Udało się w pracy, bo nadal jestem zadowolona, dobrze zarabiam, mam fajnych znajomych i rozwijam się. Udało się też w miłości, nadal w tym samym związku z fantastycznym facetem. Mamy plany na przyszłość i jest coraz lepiej. Mam też zdrowie (a to towar deficytowy), ukochani w jak najlepszej kondycji, nadal ogarniam hiszpański i chodzę na rurkę.

Skłamałabym gdybym powiedziała, że wszystko się udało. Może nie tyle, że nie wyszło mi coś, co zaplanowałam, ale raczej - tęsknota za tym, co dopiero przyjdzie. Fajnie byłoby mieć już mieszkanie i jakieś poczucie, że coś "dużego" mam za sobą. Chciałabym też mieć już taką pozycję w karierze, która nie pozwoliłaby mi martwić się tak o wszystko. I wiele innych rzeczy też bym chciała...

Tym słodko-gorzkim akcentem życzę Wam cudownego 2022 roku! Bez strachu o jutro, bez obawy o zdrowie i pieniądze, bez żalu, że coś nie wyszło. Bo wszystko się uda :)



wtorek, 29 grudnia 2020

Podsumowanie roku 2020

 Uhuhuhu, znowu jedyna notka w ciągu roku. Chyba ten blog zostanie tylko tym - podsumowaniem każdego, kolejnego roku w moim życiu. Ale w sumie, czemu nie? :) A więc zaczynajmy.

Przyznam uczciwie, że z grubsza udało mi się spełnić wszystko, co założyłam sobie w zeszłym roku. Z grubsza, bo covid opóźnił start upragnionej firmy, co nie znaczy, że nie powstanie. Bo strona jest "in progress", czyli nie można powiedzieć, że nie wyszło :D

 Co jeszcze, hiszpański! Tak, ruszyłam leniwy zad i w zamian za francuski, ruszyłam hiszpański. Idzie nieźle, sąd mam nadzieję, że w 2-3lata ogarnę go na całkiem niezłym poziomie.

I podwyżkę dostałam :) Ostatnie z moich zeszłorocznych, dużych postanowień. Z tego jestem zdecydowanie dumna, bo zrobiłam kawał dobrej roboty i uważam, że całkiem słusznie ją dostałam.

 Ale, ale - to nie koniec. Udało mi się przeforsować mój "irracjonalny strach przed autem". Choć to głupio brzmi i było w cholerę ciężko - to udało się! Oskar, bo o Tobie mowa, bardzo dziękuję, że mi w tym pomogłeś. Zdecydowanie warto było podjąć to wyzwanie. Które zajęło, uwaga, kwartał :) Ale to był dobry kwartał.

Dalej też jestem szczęśliwa, za co dziękuję cicho losowi. Szczęśliwa, spokojna, zakochana i radosna. Może momentami ze zdrowiem było różnie, to to całe wsparcie, które otrzymuje, sprawia, że wszystko będzie dobrze :)

No i znalazłam nowa zajawkę - pole dance. Boże, jak mi był oto potrzebne żeby nie dostać świra od siedzenia w domu. Boli, męczy, ale wartooooooo 

Dziękuję też z całego serca za ukochanego i przyjaciół, którzy nadal są przy mnie, kiedy tylko tego potrzebuję. I za rodziców, którzy, na szczęście, przeszli ten 2020 zdrowi i szczęśliwi.

 Co dużego na przyszły rok?

No cóż:

- hiszpański - jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B, obiecuję sobie ciągnąć to - tak jak kiedyś przyrzekłam francuski

- zdrowie - tu, choćby nie wiem co, będę starać się poskładać do kupy

- firma - zdecydowanie tego chcę, choćby spróbować czy ma sens

- miłość, szczęście, wypoczynek i wyjazd - czy to trzeba komentować?

- rurka - moja nowa miłość, niech się kontynuuje 

 

I niech się stanie!


Wesołego Nowego 2021 Roku! 

 

 


piątek, 27 grudnia 2019

Podsumowanie roku 2019

W tym roku zebrałam się jakoś wcześniej do tej pisaniny. Może dlatego, że mam home office i właśnie skończyłam pracę? :)

Ten rok był wyjątkowo dobry, aż dziw mnie bierze, że to piszę. Zawsze spodziewam się, że zacznę od negatywów i zakończę tym, co udało mi się zdziałać. Tymczasem jednak mogę mówić tylko o pozytywach. 

Zmieniłam pracę - co było dobrą decyzją, mam świetny zespół, dobrą płacę, wyższe stanowisko, nową wiedzę i wyzwania przed sobą. Udało mi się też zdać DIMAQA - co już uważam za sukces bo kosztowało mnie od cholery czasu, energii i braku snu :) 
Co więcej, przeprowadziłam się. I to jak. Wreszcie "świadoma praw i obowiązków" :D przeprowadziłam się z chłopakiem. I wicie co? Dobrze mi z tym :) To była jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam w tym roku. Jestem zadowolona, zakochana, szczęśliwa i absolutnie nie chcę nic zmieniać.
No i oczywiście, nadal chodzę na francuski - motywacja level master :D

Jakie plany na przyszły rok?

Podwyżka, zdecydowanie. Obiecuję sobie iść po nią jak tylko mocniej ogarnę digital. Na pewno jednak w 2020 :) Założę swoją firmę - tak, to już decyzja pewna, myślę, że pierwsze kroki postawię po pierwszym kwartale. Może wreszcie wezmę się za hiszpański? Chyba powoli warto byłoby się wziąć. Co jeszcze? Na pewno odpocznę, wyjadę gdzieś w ciągu roku, nadal będę zdrowa i szczęśliwa.

Tym pozytywnym akcentem widzimy się za rok! :D


Szczęśliwego Nowego Roku! :)

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Podsumowanie roku 2018

No i przyszedł ten moment, w którym zbieram się w sobie by skomentować kończący się rok. Jak mogę go opisać? Był świetny. Zawsze boję się tego słowa, bo nagle może wszystko się zawalić. Nie wiem jednak co powiedzieć innego: był naprawdę dobry. Zadbałam o zdrowie, ogarnęłam się, zmieniłam też wiele innych rzeczy.

Najważniejszą z ich jest zamknięcie czegoś, na co zbierałam się od dawna. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że "pewne drzwi nalezy zamknąć, nie ze względu na dumę czy złość - po prostu prowadzą donikąd." I to właśnie wywróciło moje życie do góry nogami, a raczej przywróciło je na stare, dobre tory. Dzięki temu poznałam kogoś fenomenalnego, kto przywrócił mi chęć do życia, otworzyłam sie i uwierzyłam. Najlepsze uczucie ever :)

Dalej też kontynuuje przygodę z francuskim, dalej wykładam na uczeni, ciągle snuje plany co jeszcze :) Myślę, że hiszpański ;)

Oczywiście w tym roku przyjaciele okazali się najlepsi na świecie :) I co roku za to dziękuję. Skład bez zmian, więc doskonale wiedzą o kim mówię! Dziękuje, ze jesteście i że mogę na was liczyć - zawsze.

To również rok, w którym moja przyjaciółka wyszła za mąż. Cudowne uczucie widzieć ją radosną, szczęśliwą  i spełnioną.

Podsumowując, ten rok był pełen słusznych decyzji, przyjemnych zaskoczeń, wspaniałych wydarzeń i rozwoju. Czego chciałabym w kolejnym? Dużo zdrowia (dla siebie i rodziny), mniej wizyt lekarskich i spokojniejszej alergii. Na pewno chciałabym wreszcie awansować, sama podwyżka to nie wszystko.  Dużo miłości i szczęścia - tego też sobie życzę. Do tego odrobiny wytrwałości (dorzucić dodatkowy język - hiszpański) oraz motywacji - może wreszcie CIM? ;) No i bardzo chciałabym pokusić się o certyfikat z francuskiego i DIMAQ.

Tak mi dopomóż 2019 roku! :o)

Szczęśliwego Nowego 2019 roku Kochani!

niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie roku 2017

Dziś ostatni dzień, w którym mogę napisać swoje podsumowanie, do którego tak zawsze się zbieram :) Jeśli miałabym powiedzieć jednoznacznie czy ten rok był dobry czy zły, powiedziałabym: dobry. Dobry, ale trudny. Spotkało mnie w nim sporo złych i smutnych rzeczy, ale nie przekreśliło to dobrych stron tego roku. Był pogrzeb, było załamanie, były leki i zwątpienie, ale zaciśnięcie zębów i wsparcie pozwoliło dać sobie radę. Dlatego też zamiast wspominać złe, skupmy się na dobrych. Skończyłam studia podyplomowe i zdałam egzamin, zmieniłam pracę na lepszą i lepiej płatną (ten pierwszy aspekt spełnił się dopiero po pewnym czasie...), kontynuuje francuski na wyższym poziomie, zmieniłam mieszkanie, poznałam całą brygadę świetnych ludzi, pokonałam siebie i można by wymieniać jeszcze sporo.

W związku z tymi osiągnięciami chciałabym podziękować kilku ludziom: Pawłowi za dobre wino i wsparcie, kiedy świat walił się na głowę, Dominikowi - za dobre słowo i ciągłe mówienie, że dam radę, Milenie - za utwierdzanie mnie w przekonaniu, że będzie dobrze bo po burzy przychodzi słońce, Asi i Karolinie - że wspierały mnie i walczyły o mnie, to dużo znaczyło. Dziękuję Wam wszystkim, bez Waszej pomocy i słów otuchy ten rok nie byłby taki sam.

Na przyszły rok też mam już do czego dążyć:chcę zacząć zbierać na mieszkanie (co zajmie mi ze 3 lata, więc potraktujmy to jako wyzwanie długoterminowe :)), jeśli dostanę dofinansowanie w pracy - pójść na CIM, wystartować z nowym rokiem nauki francuskiego i stanąć do egzaminu. No i dietetyk, ortopeda i alergolog - słowem - zdrowie pełną parą :)

Mam też cichą nadzieję, że 2018 rok odda mi przyjaciela.

Życzę Wam Wszystkim szczęśliwego Nowego 2018 Roku. Nigdy nie chciejcie być nikim innym tylko lepszą wersją siebie!

piątek, 30 grudnia 2016

Podsumowanie roku 2016

No cóż, pewnie nie zaskoczę nikogo faktem, ze to jedyna notka w tym roku. I jest nią podsumowanie ostatnich 365 dni,. Co mogę powiedzieć? Z pewnością ten rok jest o wiele lepszy niż ubiegły, bez jakichkolwiek wątpliwości. Dupy nie urywał, ale biorąc pod uwagę co działo się rok temu - dziękuje Ci Panie, że nie był jak tamten. Co nie zmienia faktu, ze wierzę, że 2017 będzie o stokroć lepszy.

A cóż się wydarzyło takiego? Przede wszystkim nadal mieszkam w Warszawie, choć zmieniłam pokój na większy, lepszy, w ciekawszym miejscu. Chce się w końcu do niego wracać. Zmieniłam też pracę - oczywiście również na lepszą i ciekawszą :) To był spory awans dla mnie. I dla mojego portfela. Może i nie wybrałam się na doktorat (doszłam do wniosku, ze poza dr przed nazwiskiem to nie zyskuję nic...), za to uczęszczam na studia podyplomowe, które dadzą mi fajną wiedzę i papier. I na francuski nadal chodzę - B1 już, szoczek co? :)

No i przyjaciele, komplet bez zmian, ludzie cudowni, nic dodać, nic ująć.

Niestety jednak, nadal kocham nie tego faceta. Może już się nie łudzę, może i nie wierzę, ale głupie serce... co poradzić? Może w przyszłym roku znajdę kogoś bardziej odpowiedniego? Byłoby miło...

Co chciałabym w przyszłym roku?

- schuść - już mi się sporo udało
- zakochać się na zabój w odpowiednim facecie (z wzajemnością, ofc)
- mieć dalej tak wspaniałych przyjaciół
- zdrowie dla siebie i bliskich
- awans
- nie wątpić w moc nauki i podnoszenia kwalifikacji - francuski, studia, może coś jeszcze? :)
- cieszyć się życiem :) bo kiedyś trzeba
- żeby nie stało się nic, zupełnie nic złego
- żeby było lepiej niż w 2016 ;)



Szczęśliwego Nowego 2017 roku!

Obyście byli lepsza wersją samych siebie! :)

czwartek, 31 grudnia 2015

Podsumowanie roku 2015

Pewnie zacznę się powtarzać (jak zawsze), ale ten rok również nie był najlepszy. Ba, biorąc pod uwagę wszystkie zmiany i resztę czynników - nie wiem czy nie najgorszy z nich wszystkich. Dużo zła się wydarzyło. Ale co mogę powiedzieć, to trochę moja wina. Zaufałam nie temu człowiekowi co trzeba, wierzyłam, że w ostatecznym rozrachunku nie wystraszy się zmian, których ja tez się zawsze bałam. Ale skoro  ja umiałam je zaakceptować i twardo stąpać po ziemi to czemu on nie? No i tak się przejechałam kochani. Niemniej nadal będę ufać ludziom bo przecież jedna tchórzofretka nie może zmienić całego mojego świata, prawda?

Dużo zmieniło się również w moim życiu. 2015 rok to czas obrony pracy magisterskiej, przeprowadzki do Warszawy, zmiany pracy i planów na przyszłość. Nowe życie. Co w związku z tym? Nie wiem. Codziennie uczę się żyć na nowo w obcym miejscu, codziennie staję przed nowymi wyzwaniami, codziennie też uczę się poznawać nowych ludzi, zupełnie od zera. Jest ciężko, czasami strasznie i tęskno, ale powoli wychodzę z tego wszystkiego, powoli brnę do przodu.

Oczywiście przyjaciele okazali się niezmiennie na swoim miejscu, wspierając mnie na każdym kroku, przy każdej możliwej decyzji. To właśnie m.in dzięki Wam jeszcze się nie poddałam i walczę o swoje. Bo Was mam oparcie, cholernie dziękuję za to co roku i nie przestane póki przy mnie jesteście.

Czego życzę sobie na ten Nowy Rok? Postanawiam to uszczegółowić:

- będę szczęśliwa w każdy możliwy sposób (samorealizacja, nowi ludzi, zmiany)
- będę kontynuować francuski żeby wynieść z niego jak najwięcej :)
- postaram się wybrać na doktorat (serio!), co oczywiście musi tez wiązać się z artykułami naukowymi, konferencjami itd.
- będę o siebie dbać (zdrowie, zdrowie, zdrowie!)
- wyjadę zagranicę odpocząć
- wrócę na zumbę
- zrzucę zbędny balast z serca
- no i zakocham się (z wzajemnością ;)) 

A wszystkim Wam życzę udanego Sylwestra (jakiego kto chce) i naprawdę szczęśliwego 
Nowego Roku 2016! :)

środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014

Jak zwykle podsumowanie roku piszę w ostatni dzień. Brak weny level hard, ale to normalne - chociaż plan mam  przygotowany w głowie już wcześniej. Od początku jednak. Ten rok był rokiem wielu doświadczeń i zmian życiowych. Spotkało mnie wiele bólu i rozczarowań, ale udało mi się to zmienić. Na razie jest dobrze tak, jak jest. Może w najbliższym roku będę mieć więcej szczęścia?
Zmieniłam się też. Chciałabym powiedzieć: dojrzałam. Ale to chyba nie to. To raczej: zrozumiałam. I to wiele rzeczy, które odbieram już teraz inaczej. W tym roku też spełniłam swoje marzenie, pojechałam do Paryża. Spędziłam kilka dni z kimś wyjątkowym w tym pięknym miejscu. To cudowne wspomnienia. Było to też dla mnie motywatorem do nauki języka francuskiego. Tyle dobrego :)
Dziękuję tez moim przyjaciołom - za to, ze są, byli i będą przy mnie. Co roku to udowadniają. sprawiają, ze jestem szczęśliwa i kochana. To tak wiele dla mnie znaczy. Dziękuję wszystkim, którzy są przy mnie, wierzą w moje możliwości i moje plany.
Ten rok to też spieranie się z chorobami, spadkiem odporności, rzeczami gorszymi i mniej złymi. To też rok pisania pracy magisterskiej,wszak w 2015 ją kończę i bronię.
Także 2015 roku - przed Tobą ciężkie zadanie. Pomóż mi być szczęśliwą, zrealizować plany, spełnić się w miłości i zawodowo oraz skończyć studia i może... zacząć nowe? :) Amen. Tak bardzo amen :)
Ten rok był mimo wszystko pouczający. Dziękuję za ten czas uniesień i upadków. Zawsze z tego coś wyniosę.

Szczęśliwego 2015 roku, kochani!

wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013

Pędzikiem, jak co roku, zabieram się za podsumowanie roku, tym razem 2013. Pędzikiem, bo się śpieszę, czas się szykować na Sylwestrową zabawę :) A więc po kolei.
Ten rok był koszmarny, bardzo przykry. Wiele wycierpiałam, podjęłam wiele złych decyzji, części nawet pewna nie jestem. Jedyne co mi się chyba udało to trzy rzeczy: zdałam na studia magisterskie, nadal mam cudownych, wypróbowanych przyjaciół no i udało mi się przeżyć ten rok. Ten czas okazał się czasem wielu doświadczeń, tych złych: od straty zaufania, po płacz, strach, niezrozumienie, stracenie nadziei, po te dobre: spełnienie małych marzeń, sukcesy za polu zawodowym, radość z widoku ukochanych.
Przyjaciele, którym tak wiele zawdzięczam, pokazali mi znowu jacy są wspaniali, ze ze mną wytrzymują, ale również udowodnili, że nadal są tymi prawdziwymi, na których mogę liczyć w każdej chwili życia, nieważne czy jest źle, czy dobrze. Oni będą obok by albo przytulić, albo wziąć w ramiona i wyściskać.
Także tym krótkim stwierdzeniem, tym krótkim podsumowaniem, chcę stwierdzić, że choć ten rok był zły i bolesny, to nauczył mnie na bólu kilku nowych rzeczy, w tym postawy: NIE DAJ SIĘ RANIĆ. I tak zrobię, będę o siebie dbać. Obiecuję Nowy Roku. Obiecuję też być szczęśliwa, spełniona pod katem marzeń i doświadczeń, a także wezmę się za siebie :)
Tak mi dopomóż roku 2014!

A wszystkim tutaj chciałabym życzyć w nadchodzącym Nowym Roku czego sobie tylko wymarzą, bo po  co wymyślać? ;)

środa, 24 lipca 2013

Life is a waterfall...

Boże, taki wstyd. Piszę tu po takim czasie. Chyba zapomniałam totalnie do czego potrzebny był mi ten blog. Ale postaram się wrócić, słowo.
Jest mi źle. Mega źle, strasznie źle, bardzo źle. Wszystko się wali. Na leb na szyję spada w dół. Totalna klapa na każdej płaszczyźnie. W 2 pieprzone dni. Dlaczeo? Dlaczego znowu ja? Najchętniej zwinęłabym się w kłębek pod kołdrą i nie wychodziła przez tydzień. Albo miesiąc. Obojęnie.
Potrzebuję sensu w życiu, prostej drogi, która mogę iść nawet w ciemności. A tymczasem moja jest pelna kamieni, latarkę szlag trafil. Ratujcie mnie wszelkioe stworzenie, bo ja nie mam ani siły, ani wiary.
Dajcie mi nadzieję i powodzenie a los się odwróci.
Proszę.
Amen.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Podsumowanie roku 2012

No cóż, wyszło na to, że prawie zapomniała o napisaniu podsumowania. Dlatego też, zanim skończy się ten rok, piszę z niego relację. Co się stało, co się zmieniło? Ano dużo.
Rok 2012 okazał się dla mnie czasem tyrania i zmian, na szczęście na lepsze. Co prawda, pod kątem urazów fizycznych to była jakaś masakra, ale poza tym - da się przeżyć. Jestem względnie szczęśliwą osobą, której spadł wielki kamień z serca. Staram się realizować marzenia nie taszcząc wielkiego kamienia. Wracam na swoje tory, zaczęłam bardziej dbać o siebie i o wszystko wokół, przestaję powoli holować ludzi, czas na mnie.
2012 rok przyniósł mi także stres związany z nadchodzącą obroną pracy licencjackiej. Czeka mnie mnóstwo roboty, chociaż robię co mogę żeby zdążyć - i całkiem nieźle mi idzie :)
Jedno mnie cieszy, przyjaciele pozostają bez zmian, są wierni, cudowni i pełni bezwarunkowej miłości. Dziękuję Wam za to, że jesteście. Bez Was nie potrafiłabym wstać rano z łóżka. Tak więc: Magik, Anka, Vykk, Sylwia, Maryś, Justyna, Słonecznik, Milenka, Konrad - bardzo, bardzo Wam dziękuję. Za to, ze zawsze jesteście przy mnie. Bez względu na to jaka jestem i co zrobię. 
Dziękuję też pewnemu demonowi, który jest moim ostatnim bastionem. Tak wiele dla mnie robisz.
Jakie są wnioski? Było ciężko i źle, ale nie na tyle by nie można było coś z tym zrobić.
Jakie postanowienia? Takie jak zwykle: zadbać o siebie, uczyć się, znaleźć pracę i być szczęśliwą :)

Niech ta lakoniczna wypowiedź zakończy stary 2012 rok i bajecznie otworzy nowy - 2013. 

Udanego Sylwestra!

czwartek, 27 września 2012

O czym marzą kobiety

Ostatnio koleżanka poruszyła ciekawy temat: czego pragną kobiety? I spytała mnie, o jakim facecie marzę. Nie zajęło mi to wiele czasu. Wszystkie pierdoły typu "książę na białym koniu" rzuciłam dawno w kat, bo i dawno przestałam być małą dziewczynką, a stałam się kobietą-realistką. Każdy z nas ma wizję partnera idealnego, takiego, który rusza nas w 100%. Ale przecież to tylko fetysz czy upodobanie. Jakiego faceta szukam? Normalnego. No, może czasem popieprzonego, ale w porządku wobec mnie. Nienawidzę ludzi leniwych i niedbających o siebie. Nie mówię tu o cotygodniowych wizytach u kosmetyczki. Faceci: woda, perfumy, fryzjer i sport nikomu jeszcze wielkiej krzywdy nie zrobiły. A najgorsze co może być to rozwalony w fotelu facet zmęczony nic nierobieniem, z piwem i chipsami, z wielkim mięśniem piwnym. No ja piernicze. Słysze wiele historii od koleżanek na ten temat. Zazwyczaj kończą się outem rzeczonego mężczyzny za drzwi. I myślę, że cholernie słuszne. No i inteligencja. Znam powiedzenie, że "facet powinien być głupszy od kobiety". Spoko, rozumiem, tylko żeby nie skończyło się na relacji: Ty vs. ameba, bo tak się dalej nie pociągnie.
A teraz ciekawy fakt, który zauważyłam ostatnio. Masz 21,22,23 lata? Jesteś z facetem min. rok? Zaręcz się! Przecież to takie popularne. No ludzie, to jest jakaś paranoja. Ja rozumiem, że może być true love na wieki, ale nie wydaje Wam się, że jeśli nie jesteście do tego zmuszani, mamy XXI wiek to po cholerę tak się śpieszyć? Przecież jeśli jest Wam "przeznaczony" to Wam nie spierdzieli od tak. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie oznajmienie wszystkim "jesteśmy zaręczeni" to obietnica ślubu, a nie "chodzenie", które zerwę...bo tak i już. Jeśli jednak uważacie to za level up, pierścionek, gratulacje znajomych i "chodzenie" to I don't want to live on this planet anymore.

niedziela, 22 lipca 2012

Od początku

Myślę, że za napisanie pierwszej notki w tym roku moja psychika daje mi potężnego slapa w mentalną twarz. Po kolei jednak. Pozmieniało się. Dużo. Właściwie - to wszystko.
Któregoś dnia człowiek budzi się w swoim łóżku i zaczyna żyć. Od początku, od nowa. Zaczyna zauważać, że może wszystko. Każda chwila, wszystko co przeżywa, każde marzenie - zależy od niego. Może mieć wszystko, osiągnąć co zapragnie. Wystarczy chcieć, postarać się i walczyć.
Tak jest teraz ze mną. Idę do przodu, wyznaczam sobie kolejne, coraz wyższe, cele. Aż dojdę do momentu, w którym zrozumiem jeszcze więcej, poczuję to całą sobą i otrzymam to czego pragnęłam.
Bo najważniejsze to uciec przed szarością dnia. Znaleźć powód by kupić kredki i bronić się jak rycerzyk mieczem. Bo tylko to nam pozostało, kolorować swój świat.  

"Sam sobie narysuj świat. Coś nie podoba Ci się? To sobie to zdrap!"

Happysad "Sami sobie"

środa, 28 grudnia 2011

Podsumowanie roku 2011

No i nastał czas podsumowania tegorocznych 365dni. Przyznam, że zbierałam się do tego jak pies do jeża. Czemu - nie wiem. Podsumowanie czas zacząć!
2011 rok był ciekawym czasem. Obiecuję, że już nigdy nie będę narzekać na brak zwrotów akcji. No dobra, chyba się zapędziłam. Faktycznie, ten czas obfitował w wiele zwątpień, zaskoczeń, problemów z wyborem życiowej drogi i wieczornych rozterek. Z pewnością nie był nudny ani, tym bardziej, leniwy. 
Matko, jaki debil powiedział, że Filologia polska to banalny kierunek. Znajdę go i spiorę mu dupsko. Tyle roboty ile dają mi tu zajęcia i sesje to chyba w życiu nie miałam. Niejednokrotnie mam ochotę wyć, chodzić po ścianach i powiesić się (co zresztą widać było we wrześniu). Jednym słowem - kto marzy o świętym spokoju niech na fp się nie wybiera. Mimo wszystko nadal uważam, że wybór był słuszny. Z radością realizuję się na dwóch specjalizacjach. Z myślą - jakoś to będzie - kroczę do celu.
Przyjaciele jak zwykle okazali się niezwykli. Krąg powiększył się o Vykk'a - witamy! Mam dziwne wrażenie, że są niezniszczalni skoro wytrzymują ze mną już tyle lat :) Cieszę się, ze wciąż mogę na nich liczyć pomimo częstego braku czasu, humoru czy zwyczajnie możliwości spotkania. Kocham Was i nic tego nie zmieni. Przede wszystkim dziękuję Wam z całego serca za to, że jesteście. I tak, wiem, piszę to po raz setny, ale jest za co. Wierzcie mi.
W tym roku mam wrażenie, ze coś zgubiłam. Coś z siebie, coś wielkiego i ważne. Straszliwie pragnę to odzyskać i szukam jak szalona, ale bez skutków. Czasem wydaje mi się, ze to mam, ale nagle to odczucie ulatuje i szukam na nowo. Chciałabym to złapać i schować do kieszeni. A tym czasem - nie mogę. 
Zdarzało mi się w siebie wątpić, szukać sensu w tym co robię, gubić się, modlić o powodzenie czy odpowiedź. Zazwyczaj, pomimo łez i trudności, starałam się iść do przodu. Cokolwiek mną kierowało - chciałabym żeby trwało przy mnie bez końca i pozwalało walczyć nadal. Uporze - dziękuję Ci również.
Tak więc wygląda moje podsumowanie 2011 roku. A na koniec: jaki tak naprawdę był ten czas? Szybki, zdradziecki, często bolesny, pełny wzlotów i upadków, łez, irytacji, uporu i dążenia do celu. Był również pełen radości, zaskoczenia, cudownych momentów, spokoju. Czy chciałabym bym się powtórzył? Tak. Pomimo wielu wyrzeczeń i rozterek był to jeden z najlepszych lat mojego życia. Po raz trzeci dziś dziękuję.

sobota, 24 grudnia 2011

WesoŁych Świąt!

Kochani, to już nasze czwarte święta razem, zaś trzeci rok istnienia bloga. 
Dlatego też życzę wszystkim zdrowych, pogodnych i radosnych świąt Bożego Narodzenia, pełnych spokoju i zdrowia oraz spełnienia marzeń, tych najbardziej skrytych w sercu.
Miłości, miłości i jeszcze raz pieniędzy!


WESOŁYCH ŚWIĄT!

piątek, 15 lipca 2011

'Gdy umiera dzień'

Noc. Znowu noc. Zawsze wyzywałam ją od najgorszych bo i zazwyczaj przynosiła najgorsze. Mawiałam w myśl utworu Happysad'u: "... bo zaufanie to taka czarna świnia, w dzień - jest, w nocy - nie ma...". Noc wyklinałam, wrzeszczałam i wyłam. Teraz dostrzegam coś innego. Choć, czy to pozytywne? Noc wskazuje mi drogę, otwiera serce i rozum. Odzywa się sumienie, idea, wiara. Jakoś wieczorami myślę bardziej życiowo, może dzień niesie tylko beztroskę? Noc zaś przynosi nostalgię i zrozumienie? W moim przypadku widać tak. Niweczy większość postulatów dnia by, gdy tylko zajdzie słońce, zamanifestować nowy plan działania. I, przyznaję, wytacza ciężkie działa. Nocą widzę wyraźniej. Wady wychodzą na wierzch. O matko, widzę, a tak bardzo bym nie chciała. Nocą widzę to co ukrywa przede mną dzień.
Pytam tylko: "Dlaczego?". Układam nowe wartości, plany zmian na lepsze tylko po to, ze gdy wstanę - zmieniam je doszczętnie. Jest w tym sens?
Czasem przerażają mnie Twoje myśli, rujnują mój świat, negatywnie. Kolejne dlaczego... Właśnie nocą to widzę. Gdy jestem obok - niczego nie dostrzegam zaś gdy nastaje noc i jestem dalej - bije mnie to po oczach i zastanawia. Wiem, że każdy jest inny, ale nie zmienia to faktu gdy wnosi brak rozsądku. Tym jeszcze więcej myślę... Ech, to działa na Twoją niekorzyść. Mimo wszystko... nie zostawiaj mnie i zadzwoń. Bo Twój telefon nocą dodaje Ci to co często wieczorową porą tracisz. Rano zaś znowu myślę inaczej...

Nienawidzę nocy i dnia...