poniedziałek, 14 czerwca 2010
Marzenia
Czasami nie rozumiem sama siebie. Przecież mam wszystko o czym mogłabym marzyć a nawet więcej: wspaniałego mężczyznę, oddanych i lojalnych przyjaciół, pracę i zamiar rozpoczęcia studiów. Jednak pomimo tego czegoś mi brakuje. Czasami słyszę podszepty tej złej części mnie: "No chodź, zrób to, zobaczysz co się stanie, będzie dobrze, to nic, że stracisz wszystko co kochasz i na co tyle pracowałaś". Nierzadko mam ochotę skorzystać z tych propozycji, jednak to dobro, które czasami się we mnie odzywa broni mnie przed popełnieniem błędu. Wiem jednak, że gdybym czasami skorzystała z tych propozycji to spełniłabym niektóre marzenia. Jestem świadoma, że często korzystanie z jego usług byłoby dla mnie większą stratą niż zyskiem. Jeśli więc spełnianie swoich marzeń ma być opłacone takim kosztem.... to lepiej z nich zrezygnować? Trzeba jednak pamiętać, że człowiek nigdy nie odpuszcza swoich marzeń a wręcz przeciwnie, codziennie dochodzą nowe. To jak wojna bez szans zwycięstwa...
czwartek, 20 maja 2010
Gałąź
Letnie, późne popołudnie. Słońce razi w oczy tak, że Osoba musi mrużyć oczy. Gruba gałąź a na niej misternie zawiązana szubienica. Wiatr mierzwi potargane, wilgotne od potu włosy Osoby. Jeszcze tylko kilka minut, jeszcze tylko kilka sekund. Sprawdza wytrzymałość pętli. To chyba tak powinno być. Zakłada ją na szyję i wchodzi na niski taboret. Krzesło trzeszczy cichutko. Wszystko płynie tak wolno... znacznie za wolno. Bierze chaust powietrza, to chyba już ostatni. Siedzenie przewraca się z dziecinną łatwością. Nagle czas przyspieszył. Dzieciństwo, śmiech, zabawa, szkoła, zajęcia, rodzina, przyjaciele... wszystko kręci się jak zwariowane. Chwyta rękami za zaciskającą się na szyi pętlę, ale już nie ma powrotu. Nie dosięgam ziemi - myśli z uporem. Stara się zaczerpnąć tchu. Płuca pieką żywym ogniem, przed oczami coraz ciemniej. Wszystko cichnie. Czas wrócił w swoje ramy. Życie toczy się jak gdyby nigdy nic. Wszystko jest dobrze gdyby nie widok trupa wiszącego na gałęzi, tak bezczelnie niszczącego obraz sielskiego, letniego popołudnia. I nagle zaczął padać deszcz...
Skąd ja twoje tajemnice znam?
Nie pytaj mnie.
I o czym myślę kiedy patrzę w twoją twarz.
Nie pytaj mnie.
Kto mnie uczył zatrzymywać czas?
Nie pytaj mnie.
I czemu nocą czarne słońca w oczach mam?
Nie pytaj mnie.
Nie pytaj mnie.
I o czym myślę kiedy patrzę w twoją twarz.
Nie pytaj mnie.
Kto mnie uczył zatrzymywać czas?
Nie pytaj mnie.
I czemu nocą czarne słońca w oczach mam?
Nie pytaj mnie.
sobota, 3 kwietnia 2010
Definicja miłości
Czy ktoś w ogóle wie jaką definicję ma miłość?Szukając w pierwszym lepszym słowniku trafimy na "Miłość to silne uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi...". To bardzo okrojona i ogólnikowa wersja. Będąc jeszcze dzieckiem wierzyłam, że miłość to, owszem nie zaprzeczam, uczucie, które poznaje się po "motylkach w brzuchu". Wiem, że to może brzmi głupio, ale wmawiając sobie to i poznając różnych chłopaków faktycznie je czułam. Jednak dorastając zrozumiałam coś więcej. Miłość to nie motylki w brzuchu. Miłość to chęć zasypiania i budzenia się u boku kochanej osoby, to miły uśmiech i dobre słowo słyszane podczas długiego dnia, to poranny kubek kawy, czuły sms, chęć manifestowania siebie i swoich uczuć, umiejętność przyznania się do porażki w każdym aspekcie, tolerowanie swoich wad, znajdywanie w sobie masy zalet i chęci do działania, to możliwość wypłakania się i wypowiedzenia wszystkich żalów, możliwość narzekania i wyklinania całego świata, wspieranie ukochanego i cieszenie się jego szczęściem, możliwość znalezienia porady a gdy nie wierzysz w siebie dodania otuchy. Tak więc, miłość to nie tylko uczucie, to coś więcej. I tak naprawdę nikt z nas nie może podać jej jednoznacznej definicji ponieważ dla każdego brzmi ona inaczej. W każdym razie - znacie już moją ;) A jaka jest Wasza?
Wesołego jajka!
czwartek, 1 kwietnia 2010
Mam w dupie...
Mam wszystko gdzieś. Mam dość ludzi. Każdy jest ważniejszy ode mnie. Wszystko jest ważniejsze ode mnie. Bo ja przecież nie mam potrzeb ani uczuć, prawda? Bo kiedy ktoś nagle czegoś chce, to Maxiara jest na miejscu, wytrzaśnie kasę znikąd, wynajdzie czas nie mając go, na wszystko ma ochotę. A czy ktoś pomyśli o mnie? Pomyśli też o moich potrzebach?
Może pojedziemy na koncert? Zależy mi.
Przepraszam, nie mam czasu bo jutro mam tyyyle roboty.
Pomożesz wybrać mi sukienkę?
Przepraszam, nie mam czasu.
Pomożesz zorganizować mi urodziny?
Przepraszam, ale wszystko właśnie poszło się je**ć.
Pójdziesz ze mną na prelekcję?
Przepraszam, teraz muszę się wyspać.
Pojedziemy w weekend do Warszawy?
Przepraszam, ale znowu nie mam czasu.
Załatwisz mi bilety?
Przepraszam, ale nie mam jak bo nie mam czasu.
To takie szlachetne , że ludzie potrafią używać słowa 'przepraszam'. Tylko dlaczego używają go zawsze gdy chcą mi odmówić? Czy ja naprawdę proszę o tak wiele? Czy to wymaga tylu wyrzeczeń? Ja nawet koszta pokryć mogę... Tak naprawdę proszę jedynie o poświęcenie mi kilku godzin. Czy to tak dużo?
Zapewne po przeczytaniu tej notki ludzie staną się dla mnie fałszywie mili. Nagle znajdą masę czasu (choć parę godzin wcześniej go nie mieli) i chęci do niesienia mi pomocy. Nie chcę jej. Sama dam sobie radę. Nie potrzebuję waszej złudnej, wymuszonej pomocy. Nie rozumiem tylko jednego faktu... czym ja sobie na to zasłużyłam...
Może pojedziemy na koncert? Zależy mi.
Przepraszam, nie mam czasu bo jutro mam tyyyle roboty.
Pomożesz wybrać mi sukienkę?
Przepraszam, nie mam czasu.
Pomożesz zorganizować mi urodziny?
Przepraszam, ale wszystko właśnie poszło się je**ć.
Pójdziesz ze mną na prelekcję?
Przepraszam, teraz muszę się wyspać.
Pojedziemy w weekend do Warszawy?
Przepraszam, ale znowu nie mam czasu.
Załatwisz mi bilety?
Przepraszam, ale nie mam jak bo nie mam czasu.
To takie szlachetne , że ludzie potrafią używać słowa 'przepraszam'. Tylko dlaczego używają go zawsze gdy chcą mi odmówić? Czy ja naprawdę proszę o tak wiele? Czy to wymaga tylu wyrzeczeń? Ja nawet koszta pokryć mogę... Tak naprawdę proszę jedynie o poświęcenie mi kilku godzin. Czy to tak dużo?
Zapewne po przeczytaniu tej notki ludzie staną się dla mnie fałszywie mili. Nagle znajdą masę czasu (choć parę godzin wcześniej go nie mieli) i chęci do niesienia mi pomocy. Nie chcę jej. Sama dam sobie radę. Nie potrzebuję waszej złudnej, wymuszonej pomocy. Nie rozumiem tylko jednego faktu... czym ja sobie na to zasłużyłam...
wtorek, 23 lutego 2010
Przyszłościowe myślenie
To w tym roku raz na dobre opuszczam mury dobrze znanej przez wszystkich szkoły średniej. Nadchodzi czas by zacząć studia. Ale co w trakcie lub po nich? Wczoraj moja kochana osoba natchnęła mnie do przemyśleń na ten temat. Rodzina. To chyba najtrudniejsza z ról jaką przyjdzie nam odgrywać w życiu. Prawdę powiedziawczy jest to wydarzenie, w którym chciałabym uczestniczyć, ale chyba nie prędko. A dlaczego? To proste. W większości wypadków rodzina = dzieci a w trakcie trwania studiów to nie najlepsze rozwiązanie. Może dopiero gdy je skończę, wyszumię to co nosze w sobie, można by z partnerem pomyśleć nad tym. Ślub? Czemu nie, tyle, że po studiach, kiedy tak naprawdę w spokoju można o tym porozmawiać i poważnie się zastanowić. Zaręczyny? Piękna sprawa, ale daleko mi do nich. Nie dlatego, że nie posiadam ukochanej osoby, ale dlatego, że to jeszcze za wcześnie. Może w połowie studiów? Może chwile później? Wcześniej jednak nie. Niestety, te decyzje są uzależnione nie tylko od szkoły, ale też od wieku i gotowości. Na szczęście, te decyzje zawsze mogą poczekać tyle ile dusza zapragnie. A ja mam nadzieję, poczekać na nie długo.
niedziela, 14 lutego 2010
Tylko dla Ciebie
Nie piszę tego bo tak dziś wypada. Piszę to bo uwielbiam z Tobą być, zasypiać i budzić się obok Ciebie, kocham śmiać się razem z Tobą a w złych chwilach wtulać się. Nie umiem pięknie pisać, więc zostawiam to Ryszardowi Riedel'owi. Niech jego słowa pokażą to co ja czuję do Ciebie bo w nich jest cała prawda i fakt, że kocham Cię najbardziej jak tylko umiem. A nawet bardziej.
Dżem "Chcę Ci coś opowiedzieć"
Chcę Ci coś opowiedzieć
Ale brakuje słów
Żeby wyrazić to co czuję
Mógłbym to namalować
Lecz nie wymyślił nikt
Kolorów które można użyć
Mmmm Mmmm Mmmm
Napisać mógłbym wiersz
Lecz jak odnaleźć rym
Który uwielbi imię twoje
Na zawsze z Tobą być
Śnić z Tobą twoje sny
Jak mam Ci o tym opowiedzieć
Kocham Cię już wiem
Jedno słowo cichy szept
Kocham Cię już wiem
Jedno słowo a tyle mieści się
Kocham Cię już wiem
Jedno słowo a tyle mieści się
Kocham Cię już wiem
Jedno słowo cichy szept
Chcę Ci coś opowiedzieć
Ale brakuje słów
Żeby wyrazić to co czuję
Mógłbym to namalować
Lecz nie wymyślił nikt
Kolorów które można użyć
Mmmm Mmmm Mmmm
Napisać mógłbym wiersz
Lecz jak odnaleźć rym
Który uwielbi imię twoje
Na zawsze z Tobą być
Śnić z Tobą twoje sny
Jak mam Ci o tym opowiedzieć
Kocham Cię już wiem
Jedno słowo cichy szept
Kocham Cię już wiem
Jedno słowo a tyle mieści się
Kocham Cię już wiem
Jedno słowo a tyle mieści się
Kocham Cię już wiem
Jedno słowo cichy szept
środa, 13 stycznia 2010
"Są dni kiedy się śmieję, są kiedy jest mi smutno..."
Czasem są takie dni kiedy wstaję rano...i stosunkowo na tym ten dzień mógłby się skończyć. Ale nie. Zacznijmy od początku. Pobudka. Pierwsze co rzuca mi się w oczy to okno. Ciemno. Cholera, kto wymyślił by wstawać tak wcześnie w paskudne, zawalone śniegiem dni. Ociągając się wstaję z łóżka. Łazienka, w między czasie wstawienie wody, ubranie się a czasem jak zdążę to nawet odpalenie komputera, pakowanie plecaka. I mniej więcej w tym momencie siadam spokojnie, przynajmniej przez jakieś max 5min, i piję kawę. Potem jak zwykle zarzucam kurtkę, glany i wychodzę. Diablo zimno. Do szkoły brnę przez zwały śniegu zalegające na ulicach i chodnikach. Przychodzi mi na myśl nawet, że do szkoły łatwiej jechałoby się skuterem śnieżnym. Punkt docelowy - szkoła. Tu, o zgrozo, wiem jak to zabrzmi, jest mi lepiej. Od progu witają mnie przyjaciele i gaszą moją poranną złość a z powiek zmywają resztki snu. Pierwszy raz tego dnia zaczynam się uśmiechać i sypać kawałami jak z rękawa. Kilka bzdurnych lekcji, jedne lekkie i przyjemne, inne ciężkie, ale ciekawe i jeszcze inne, nie dość, że trudne to nudne. Sms od Niego. Kilka miłych słów a w sercu robi się cieplej i dzień przestaje być tak uciążliwy. Koniec lekcji. To chyba najlepiej przyjmowany moment przez resztę młodzieży. Człowiek schodząc po stromych, drewnianych schodach do szatni uważa by nie wybić komuś łokciem oka albo samemu nie stracić zębów. Znowu ten sam rytuał. Zakładasz kurtkę i przed siebie, znowu przez zalegający kilogramami śnieg. Już inaczej na to patrzę, dumnie podnoszę głowę do góry. Tym razem jednak nie jestem sama. Idzie ze mną jeden z moich przyjaciół. Drogę wypełniamy zabawnymi żartami i docinkami. Dom. I tu wtedy dopada mnie zmęczenie po całym dniu. Złość ulatuje totalnie. Pozostaje tylko lekka złośliwość, trochę smutku i rozgoryczenia, ale tak bywa gdy dnień nie sprzyja Twoim wymaganiom. A potem? Potem On. Kilka godzin spędzonych we dwoje, uściski, pocałunki, stwierdzenia "wierzę w Ciebie" i "przejdziemy przez to kochanie" i zaczynam odpoczywać, wierzyć, że wszystko się uda i czuć, że to On odgania to co złe wokół mnie. Pożegnanie. Jeszcze tylko kilka głupot sprawdzonych na komputerze, kąpiel w gorącej wodzie i można iść spać. Zasypiam zmęczona, ale radosna i podbudowana. Rano czeka mnie kolejny dzień. Nie wiem jaki, choć czasem umiem to przewidzieć. Może zły a może dobry, ale wiem, że muszę stawić mu czoła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)